poniedziałek, 17 września 2018

Dzisiejszy dzień zaczął się dobrze :)

Dzisiaj Faustynka bardzo chciała iść do przedszkola i to mimo kataru. Myślałam o tym żeby ją zostawić dziś w domu, żeby się wykurowała, ale ona mnie zapewniała, że dobrze się czuje, nic ją nie boli, Hania już jej nie bije, a to tylko katarek, no to ok. Odstawiłam ją do przedszkola.

Skąd ta zmiana? Nie mam pojęcia, ale bardzo się cieszę. Widocznie Faustynka potrzebuje więcej czasu aby się otworzyć, a ja być może za wcześnie wpadam w histerię. Ciekawe jak będzie z jedzeniem i korzystaniem z toalety. Młoda się upiera, że nie będzie w przedszkolu jadła, bo nie lubi i sikać też nie pójdzie.

Zobaczymy co dziś Panie powiedzą. Tak bym chciała, żeby Faustynka poczuła się w przedszkolu swobodnie, bez stresu i zaczęła nawiązywać kontakt z innymi dziećmi i Paniami.


Maciuś ma być badany pod kątem gotowości szkolnej, ale Panie, co mnie zaskoczyło, twierdzą, że się nadaje. No to tylko się cieszyć, choć szczerze mówiąc jestem w szoku, bo wg poprzedniego przedszkola nawet mowy nie było o szkole, a nawet o przedszkolu integracyjnym.



wtorek, 11 września 2018

Relacje po pierwszym tygodniu w przedszkolu

Maciuś

Świetnie sobie radzi. Moja duma jest nie do opisania. Tak bardzo się cieszę ze zmiany przedszkola. W poprzednim syn już się po prostu nie rozwijał. Panie skupiały się na słabszych dzieciach, a Maciuś był już trochę z boku i nie robił postępów. Poza tym traciłam do tamtego przedszkola zaufanie, nikt o niczym nie informował, a zajęcia z Wczesnego Wspomagania były realizowane coraz rzadziej, z doskoku, tak, że musiałam się wręcz dopytywać o to kiedy Młody ma logopedę, a kiedy psychologa czy fizjoterapię.

Ze zmianą przedszkola miałam mega obawy, tym bardziej, że wybraliśmy integrację, ale cieszę się bardzo, bo może syn zacznie znów robić postępy, a tam pewnie byśmy stracili kolejny rok. Jestem bardzo mile zaskoczona podejściem nowych pań. Kiedyś jedna zapewniła, że będą o Maciusia walczyć, bo widzą, że można, że jest o co walczyć i że zrobią wszystko co w ich mocy aby mu pomóc. Bardzo go chwalą, to za niesamowitą pamięć, to za czytanie, to za pomaganie. Dostałam też szczegółową rozpiskę kiedy syn ma jakie zajęcia z WWR. Panią psycholog znam, bo już wcześniej mieliśmy przyjemność ją poznać. A co najważniejsze - Maciuś jest szczęśliwy! Chce tam chodzić. Cały poprzedni rok szkolny to była dla nas straszna męka, bo nie chciał rano wstawać, wychodzić z łóżka, ciągle płakał, krzyczał, że nie chce do przedszkola. Siłą go z łóżka wydzierałam i na siłę ubierałam. Nie chciał nic rano jeść, wymiotował, oblewał się celowo herbatą, żeby tylko nie jechać - przebierałam go po kilka razy. To przez co przeszliśmy było straszne. 

Cieszę się bardzo, że odważyliśmy się na tę zmianę.

Maciuś ma fajne zajęcia grupowe -  taniec nowoczesny z Panem, którego od dawna zna, capoueire, taniec towarzyski, rytmikę, angielski, szachy,... Codziennie jest coś ciekawego. Dziś ma indywidualne zajęcia z pedagogiem specjalnym, a w przyszłym tygodniu z logopedą i psychologiem, poza tym dwa razy w tygodniu pracuje 1:1 z panią koordynator. Ładnie zjada posiłki, właściwie to tylko wybiera ogórka czy rzodkiewkę z kanapek. 


Faustynka

Nie mogę powiedzieć, że jest źle, bo poszła do przedszkola bez problemu, bez płaczu, bez zapierania się rękami i  nogami czy zostawianiem śladów po paznokciach na futrynie, tylko z każdym kolejnym dniem przestawało jej sie podobać i to mnie martwi. W pewnym momencie już bardzo nie chciała iść, bo jakaś dziewczynka ją popycha, więc obiecałam, że porozmawiam z Panią i tak też uczyniłam. Panie zwróciły na Faustynkę większą uwagę i dzień  okazał się bardzo przyjemny. Młoda nawet spróbowała odrobinę obiadku, co mnie bardzo ucieszyło, bo przez pierwsze trzy dni nie zjadła kompletnie nic, nic nawet się nie napiła. Martwi mnie, że moja Kruszyna ni słowem się w przedszkolu nie odzywa, nie potrafi się otworzyć. Wykonuje bez najmniejszych problemów polecenia Pań, ale nic do nich nie mówi.

Pech chciał, że po tym fajnym dniu dostała wieczorem gorączki i strasznego kataru, przez co w piątek nie mogłam jej puścić, mimo że tym razem sama chciała. Podkurowałam ją przez weekend i wczoraj poszła chętnie, ale dzisiaj rano już znowu był kryzys i nawet płacz. Jednak przekonałam ją,  że będzie fajny obiadek z mięskiem, że jak zje w przedszkolu to jej kupię żelki i w końcu poszła. Tylko strasznie zdziwia z ubraniami, tak się stroi, że masakre mam z nią rano, a w rezultacie dzisiaj zmarzła. A mówiłam, że musi być długi rękaw, a nie krótki. Zobaczymy czy jutro będzie pamiętać.

Faustynka w domu się żali, że dziewczynki się z nią nie bawią, tylko popychają, zabierają zabawki. Właściwie jeśli się z kimś bawi to tylko z jakimś Stasiem. Boję się, że ona jest tak przejęta i zestresowana, że nie tyle nie odzywa się do pań, co w ogóle, do dzieci również i może została trochę odrzucona przez grupę. A może ona ma po prostu Aspergera? Czy to jest aż taka chorobliwa nieśmiałość? Martwię się. 

W ogóle te dzieci są jakieś takie agresywne, walczą o wszystko, rywalizują, zero współpracy. Tak jakby każde z nich chciało mieć dla siebie całe przedszkole i skupiać całkowicie uwagę pań na sobie. Właściwie to mnie to nawet nie dziwi, bo to co zobaczyłam na spotkaniu z rodzicami wiele mi objaśniło. Kudre... jakie muchy w nosie mają niektóre mamuśki, jakie wąty o rzeczy odgórne np. związane ze statutem. A jakiego tatusia widziałam... Wielka gwiazda, primadonna to za mało powiedziane. Nie dziwię się teraz tej jego Hani, że tak się rozpycha i wszystkich bije.

W dniu dzisiejszym stwierdzam, że trening umiejętności społecznych bardziej przyda się Faustynce niż Maciusiowi. Cieszę się, że w domu córa jest bardzo otwarta i mi o wszystkim mówi i w ogóle bardzo dużo razem rozmawiamy.



Dzisiaj mąż odbiera dzieci, więc po powrocie do domu opuściłam roletę i korzystając z ciszy, bo teściowa spała w najlepsze, myślałam że i ja sobie nadrobię senne zaległości. Ehe... Przewracałam się z boku na bok przez prawie dwie godziny. Nie potrafię zasnąć w dzień. Może też się w jakimś stopniu stres u mnie aktywuje. Dzieci w przedszkolach, a ja chodzę po ścianach zamiast odpocząć. Pewnie jeszcze minie trochę czasu zanim się przyzwyczaję do tego stanu rzeczy. Zrobiłam pranie, zrobiłam paznokcie i siadłam do laptopa. Dzieciaki pewnie właśnie mają obiad. Za pół godzinki odbierze je tatuś, więc i ja się biorę za jakieś gotowanko ;)


foto z kobieta.onet.pl


poniedziałek, 3 września 2018

Pierwszy Dzień

Kurczę, tyle się u nas ostatnio dzieje, że nie mam kiedy pisać ;) 

A teraz to nawet nie wiem od czego zacząć. 
Może od tego, że dzisiaj mamy pierwszy dzień szkoły/przedszkola. 

Piszcie Dziewczyny jak Wasze pociechy! 


U nas zmiany. 
Już wyjaśniam jakie. 

Przepisałem syna do innego przedszkola, a właściwie to już do "zerówki". Przenieśliśmy go z przedszkola terapeutycznego do integracyjnego. W ubiegłym tygodniu miał adaptację i jestem tak mile zaskoczona i szczęśliwa, że aż mi słów brakuje na opisanie mojej radości. Poprostu rewelacja! Chciał rano jeździć z tatą, więc się tak zorganizowaliśmy z mężem, żeby to było możliwe i pykło, załapało, poszło... Maciuś trochę był zdezorientowany na początku, trochę zagubiony, bo nagle jest coś inaczej, ale autyzm nie stawiał oporu. Nie było krzyków, ani łez. 
W tygodniu adaptacyjnym chłopaki jeździli razem sami. Najpierw mąż zostawił Maciusia na 4 godziny, następnym razem na 5, później 6 godzin i też on go odbierał.

Maciuś zaakceptował tą zmianę i widzę, że nie jest mu żal poprzedniego przedszkola, do którego i tak od dłuższego czasu nie chciał już chodzić. 

Niezbyt chętnie je posiłki. Jest typowym mięsożercą, więc raz tylko podziubał w ryżu z truskawkami, innym razem zjadł jednego racucha (co i tak w jego przypadku jest sukcesem). Ze śniadaniami nie ma większego problemu, bo kanapki lubi i z szynką i z serem, tylko warzywa z nich zdejmuje. Choć muszę się pochwalić i Maciusia oczywiście, bo udało nam się jakiś czas temu wprowadzić do diety pomidora!
Parówki to wiadomo, to co autystyk lubi najbardziej, ale płatki z mlekiem też wsówa. 

Bardzo szybko zapamiętał imiona dzieci i Pań, aż się Panie zdziwiły, ale fakt faktem pamięć syn ma niesamowitą.

Cieszę się bardzo, bo widzę po nim, że jest dobrze. Nie wiem jak inne dzieci reagują na niego, jego zachowania, "machanie skrzydełkami", ... Nie miałam okazji porozmawiać o tym z Paniami, ale dzisiaj ja go odbiorę, więc dopytam. Jednak jestem dobrej myśli ;) 



Faustynka dzisiaj rozpoczęła swoją przygodę z przedszkolem. Poszła dzielnie, zadowolona, dumnie przebrała się w szatni, ale przy wejściu do swojej sali zawahała się i ją wryło w drzwiach i było widać, że jednak zmieniła zdanie, ale podeszła Pani, zapytała o imię dziecka. Młoda oczywiście straciła język, jak zawsze w stresów ej sytuacji, więc ją przedstawiłam. Pani wzięła ją za rączkę i wprowadziła do sali. Co było dalej? Nie wiem. Nikt nie dzwoni, więc chyba nie bardzo źle. 

Przyznam się, że ja jestem przerażona. 
Jestem prawie pewna, że Faustynka nic nie zjadła. Ona jest taka wybredna... 
Ciekawe czy się w ogóle odzywa? Ona jest taka nieśmiała. 

Zastanawia mnie tylko jedno: Nie pokićkają się Paniom imiona? Jak one tak szybko zapamiętają które dziecko jest które?


Pamiętam jak 3 lata temu Maciusia prowadziła do przedszkola. Oj, łatwo nie było. A później siedziałam niedaleko na ławce w parku i sama zalewałam się łzami.


Dziś czuję po sobie, że mam podwyższone ciśnienie, więc kawusia mi nawet niepotrzebna ;)



Piszcie jak Wy wspominacie początki Waszych dzieciaczków w przedszkolu ;) 

piątek, 24 sierpnia 2018

Mam problem

Jak nigdy, spóźnia mi się okres. Do tej pory byłam bardzo regularna. Miesiączka nie pojawiała się jedynie w przypadku pierwszej i drugiej ciąży.

Tym razem wykluczam ciążę. Dziś rano dla pewności zrobiłam nawet test - wynik negatywny.
O co więc chodzi?

Obstawiam zaburzenia hormonalne. Wizytę u ginekologa mam dopiero za dwa tygodnie. Ciekawe czy zleci jakieś badania.


Co o tym sądzicie? Ni stąd ni z owąd miesiączka spóźnia mi się już 5 dni. Ostatnio nie chorowałam, nie miałam stresów, nie brałam żadnych leków. Nie mam też standardowych objawów przed miesiączką - zawsze przez tydzień przed, miałam bardzo tkliwe, bolesne i nabrzmiałe piersi, a tym razem nic.

Za to zaobserwowałam wzmożone wypadanie włosów, przesuszenie (jak nigdy) skóry i włosów, pogorszenie cery (drobne czerwone wypryski na policzkach, czole i brodzie), gorsze samopoczucie, płaczliwość, bóle głowy, przybieranie na wadze.


Czy któraś z Was miała kiedyś podobnie?

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Przemijanie

Pamiętam jak bardzo przeżywałam śmierć Whitney Houston. Ciągle czuję jakby to było wczoraj, a teraz jej Matka Chrzestna odchodzi.

Media donoszą, że Aretha Franklin umiera.
Królowa soulu, muzyki którą kocham, wręcz ubóstwiam, tak jak zresztą tą kobietę.

Aretha Franklin - mój numer jeden w muzyce. Zawsze i niezmiennie.








Ciągle mam nadzieję, że to nie czas na Ciebie ;(




środa, 8 sierpnia 2018

Oczyszczenie cz. 3

Gdy po pierwszym porodzie, w końcu udało mi się pobudzić laktację i byłam uradowana, że po wielkich trudach z brakiem pokarmu, mogę swojemu syneczkowi dać to co najlepsze, moja teściowa ubzdurała sobie, że dziecko ma po moim mleku biegunki i krzyczała na mnie, że chcę wykończyć jej wnuka i że mam natychmiast przestać karmić. Nie miałam wtedy pojęcia, że ona swoich dzieci nie karmiła i tym samym pojęcia nie ma jak owa kupa ma wyglądać, bo perfidnie kłamała, że mój mąż był na mleku z piersi.
Krzyczała na mnie. Ja zapłakana wybiegłam do łazienki, a ona za mną wparowała z tekstem: "No przestań ryczeć, bo depresji poporodowej dostaniesz!"

Powinnam była jej wtedy powiedzieć: "Jak się nie odpierdolisz to na pewno dostanę depresji, tylko nie poporodowej a poteściowej!"