czwartek, 17 października 2019

"Pamiętnik"


Krótko: Najpiękniejszy film jaki w życiu widziałam!
Kto oglądał? Jakie wrażenia?


Co u nas?
Rewelacyjnie! Druga udana wizyta u fryzjera i stomatologa. Wczoraj po raz pierwszy badanie wzroku doszło do skutku. A dzisiaj EEG też po raz pierwszy udane :D
Mój syneczek dorośleje. Tylko te nogi mu się ciągle plątają, ehh...

Skaczę pod sufit ze szczęścia!

wtorek, 8 października 2019

Obdarty nos

Kurczę, co za pech.
Maciuś był wczoraj na wycieczce z przedszkola.
Był tak uradowany, że wracał do domu w podskokach. W pewnym momencie runął jak długi na asfalcie prosto na nos. Szczęście w nieszczęściu, że go nie złamał. Ale pech niesamowity, tak na prostej drodze, no i nos obdarty niestety. Dobrze, że miał rękawiczki, bo i dłonie by poobdzierał, a odkazić to wszystko,  to byłaby tragedia. Rękawiczki podarte, cud, że nowe dżinsy się nie rozdarły, bo uderzył się też w kolano.  Bidulek mój.

piątek, 4 października 2019

Uzupełnienie

Chciałabym się odnieść do poprzedniego tekstu i uzupełnić, bo faktycznie przez chaotyczny i emocjonalny wpić mogłam kogoś urazić. A jednak one powstają głównie pod wpływem emocji. W końcu po to właściwie powstał ten blog abym mogła się wygadać.


Gdy idziemy do lekarza z prośbą o wypisanie leku, który właśnie  nam się skończył, lekarz spyta: "To wczoraj, tydzień temu Pan/Pani nie wiedział(a), że leki się kończą i dzisiaj się domaga przyjęcia przeze mnie pomiędzy umówionymi pacjentami mimo braku numerków, bo lek się skończył? Chyba Pan/Pani jest niepoważny(a)!"

Normalny człowiek gdy widzi , że ma na koncie 500-1000 zł, to zaciska pasa, a  nie wydaje tych pieniędzy z taką łatwością jak zwykle i liczy, że  jakoś to będzie.

I jak to jest, że na używki, to zawsze pieniądze są? Nie chcę ubliżać  tej osobie i naprawdę nie piszę o papierosach i alkoholu przypadkiem. Gdybym nie wiedziała, to bym nie pisała.
 Nie chcę też udawać, że nie widzę patologii tam gdzie jest. No przykro mi. Jeśli ktoś mi pisze, że to z mojej strony nieelegancko i nieładnie, no to trudno. Ma prawo mieć własne zdanie, ale i ja mam prawo je mieć.

I absolutnie nie uważam że tam gdzie ktoś zapali papierosa jest patologia, bo znam fajne, wartościowe, inteligentne osoby, które nie potrafią zerwać z tym paskudnym nałogiem.
Ale tam gdzie papierosy idą w parze z alkoholem i biciem stanowczo mówię nie.

Gdy się budowaliśmy (na szczęście sprzedaliśmy tamto miejsce) sąsiadka kiedy  jej malutki synek był głodny i chciał parówkę,  krzyknęła (w jednej ręce trzymając piwo, a w drugiej papierosa):  "Skąd ja Ci, Kurwa, parówkę wezmę?!"
To chyba nie tak to powinno wyglądać,  a niestety w wielu domach wygląda.


Gdzieś przeczytałam kiedyś ciekawy komentarz. Pewien mężczyzna napisał, że pochwalił się raz swojemu szefowi, że od pół roku nie pali. Co na to szef? "I co w związku z tym? Czekasz na oklaski? Niby czego mam Ci gratulować? Że przez pół życia byłeś głupi i paliłeś? Na Twoim miejscu bym się nawet nie przyznawał do takiej głupoty. Ja całe życie nie palę". Mężczyzna przemyślał słowa szefa i przyznał mu rację. Ja też się z tym zgadzam. Nie wyjeżdżałabym od razu z tekstem, że ktoś jest głupi. No po prostu popełnił błąd, bo zaczął i się uzależnił, ale faktycznie to nie jest dla mnie osiągnięcie przestać palić, bo ja nawet nigdy nie zaczęłam, nie wiem jak to smakuje i mnie to nie obchodzi i nie uważam się z tego powodu za lepszą, ale za mądrzejszą już trochę tak, bo gdy wszyscy te błędy popełniali, ja mówiłam "nie, dziękuję".

Papierosów szczerze nienawidzę i mam swoje powody ku temu. Moi biologiczni palili, kopcili, smrodzili jak lokomotywa. Przez 23 lata byłam biernym palaczem. Zniszczyli mi tym zdrowie. Ponad rok leczyłam się u laryngologa i foniatry, co było w moim zawodzie tragedią, a studiowałam na uczelni artystycznej, gdzie śpiew i występy w filharmonii to była podstawa. Nie obchodziło ich to, że mi szkodzą. Od wielu lat z tymi ludźmi nie mam kontaktu i nie mogę ich nazwać rodzicami, bo wiele złego mi wyrządzili, a moje ówczesne problemy ze zdrowiem, to tylko kropla w morzu. 


Co ja zrobiłabym gdybym zobaczyła, że kasa mi się kończy? 
Po pierwsze działałabym już dużo wcześniej. Wystawiłabym na sprzedaż niepotrzebne rzeczy, meble, ubrania, sprzęty. Puściłabym w świat ogłoszenie, że np. udzielę korepetycji z matematyki, fizyki, chemii, angielskiego, czy co jeszcze tam umiem.
Po drugie ograniczyłabym wydatki, czyli nie wydawałabym pieniędzy na niepotrzebne rzeczy, np. używki czy słodycze.


Jeśli kogoś swoimi poglądami urażam, to bardzo przepraszam.

sobota, 28 września 2019

"Dobry zwyczaj, nie pożyczaj" ;)

Od kiedy mam pianino przepadłam.

Dziś rano, znajoma postawiła mnie w dość niezręcznej sytuacji. Znamy się, bo kiedyś nasi synowie chodzili przez pewien czas do tego samego, terapeutycznego przedszkola. Nie utrzymujemy specjalnie kontaktów, nie spotykamy się. Ot, czasami do siebie zadzwonimy, np. z życzeniami na święta, więc nie jesteśmy ani koleżankami, a już na pewno nie przyjaciółkami, dlatego tym bardziej zdziwiło mnie, że wysłała tego smsa właśnie do mnie. A był to sms z prośbą o pożyczenie 100 zł, i że jej znajomi nie mają, dlatego zwraca się z tym do mnie. 

No wryło mnie na ładnych kilkanaście minut, bo czuję, że nie powinnam jej kasy pożyczać. I tu nie chodzi o tą stówkę i nawet o to czy odda czy nie odda, ale o to, że jak ją nauczę, że pożyczam, to potem się nie opędzę, a nie uśmiecha mi się zwiększać z nią kontaktów powyżej tych życzeń na święta.

I jedno mi się nie podoba tu najbardziej. Wystarczyło by żeby przez tydzień nie paliła papierosów i by tą stówkę miała. A gdyby też jej mąż przez ten okres nie zapalił, mieliby kolejną stówkę. O alkoholu już nie wspomnę. Myślę, że rozumiecie, że znajomość z nią mnie nie uskrzydla i nie zachęca do spotkań, itp. Po prostu nie moja bajka. 

Mam trochę wrażenie, że ona się tak już nauczyła, że każdy ma jej dać, pożyczyć, ma jej pomóc, bo ona jest biedna. Tylko, że wcale nie jest biedna, bo dochód mają nieznacznie mniejszy niż my i jeszcze ich stać na używki (nie okazjonalnie, bo to już są prawdziwe nałogi). Poza tym rodzina ich bardzo wspomaga, bo nawet mieszkanie kupili za pieniądze jakie dostali od rodziców. Kiedyś z resztą sama mówiła, że na ubrania i zabawki dla dzieci nigdy nie dała ani złotówki, bo wszystko jej ciotki, bratowe, kuzynki dostarczają po swoich dzieciach, aż nie ma gdzie tego wszystkiego trzymać. 

Odmówiłam. Napisałam, że u nas też krucho ostatnio z kasą i już. Nie chcę się wplątywać w taką znajomość. Nie widzę tego. Co drugie słowo na "k..."  też mnie nie kręci.


Ja odkładam na studia podyplomowe, ona kombinuje jak zdybać parę groszy na piwo. Nie ten klimat.


niedziela, 8 września 2019

Nie podoba mi się to

Nasze mieszkanie to nie przytułek!
Babka ani nie myśli o powrocie do swojego domu. Siedzi u nas trzeci dzień,  a mąż nie wie co z nią zrobić.
Uważam, że powinien normalnie jej zaproponować, że ją odwiezie, żeby się nie tułała autobusami.
Z resztą jakim trzeba być człowiekiem, żeby nie widzieć albo udawać, że się nie widzi, że tu nie ma miejsca na takie zwalanie się na łeb.
Mówię mężowi, że ją musi odwieźć, a on się czuje bezradny. Czekają nas od jutra dwa bardzo intensywne dni. Nie mogę zmieniać planów, bo się babce uwidziało uciec z domu.
Ma przecież brata kilometr od siebie, który mieszka tylko z żoną w dużym domu. Dlaczego tam się nie zwali, tylko do nas do dwupokojowego mieszkanka.
Matko Kochana, ale mój mąż się czai.

Założę się że w piątek znowu do nas przyjedzie, bo ma RTG.

piątek, 6 września 2019

Szczęście nie może trwać wiecznie

Dla równowagi:
Dzisiaj po godzinie 15stej dzwoni domofon. Odbieram i słyszę: "Nooo... Jestem".
Że co? Że kto?
Babka.
Znowu bez zapowiedzi.

I jak jej tu delikatnie wytłumaczyć, że nie można tak bez uprzedzenia?

Początkowo zrozumiałam, że  tylko na chwilę, że za parę godzin pojedzie, bo gdy syn zapytał czy będzie u nas spała, to powiedziała, że nie, bo nie chce przeszkadzać.

A po jakimś czasie, że poszłaby do apteki, ale że może nie teraz, tylko że może jutro.

Czyli, że zamierza spać.

W rodzinnym domu męża cyrki, wojny, babkę od jedzenia odcinają, nawet chleb jest przed nią schowany, nikt się do babki nie odzywa.

Ja pierdolę.
Jeszcze miesiąc nie minął odkąd od nas pojechała.

No i jeszcze inna, jeszcze bardziej delikatna sprawa. Jak ją zachęcić do dbania o higienę,  a nie urazić?