Doczekałam się wizyty u innego endokrynologa i dowiedziałam się tylko, że na androgenowe łysienie nie da się nic zrobić. Powiedziałam, że w takim razie będę łysa. Pani doktor na to, że „nieee”.
No jakoś fryzura a’la Hulk Hogan mnie nie urządza.
Tłumaczyłam jej, że ratuję się palmą Sabałową a ona, że nie wie ci to jest i nie chce wiedzieć.
Wg to nie działa i to tylko zbieg okoliczności że po palmie dheas mi opada, a gdy odstawiam to rośnie i włosy wypadają.
Są badania naukowe na to że palma Sabałowa obniża dheaso4. No ale ona nie chce wiedzieć. I po gadce. Pozlecała jakieś badania i kolejna wizyta na koniec sierpnia.
Spoko.
Przecież łysienie androgenowe u kobiet nie jest normalne, co mi tu pierdoli że nic się nie da na to zrobić. Przecież to od hormonów zależy a ona jest lekarzem od hormonów.
A i dlaczego endokrynolog nie wie, że gdy ograniczamy węglowodany i obniżamy tym insulinę, to glukoza rośnie? Dlaczego przrpisują metforminę i rujnują ludziom zdrowie?
Masakra z nimi. Endokrynologiczny w Polsce są jak nasi psychologowie. Do niczego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz