Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odchudzanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odchudzanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 stycznia 2026

poniedziałek, 4 kwietnia 2022

Dieta o niskim indeksie glikemicznym, c.d.

Zrobiliśmy badania, oczywiście nie wszyscy, bo z Maćkiem tańcowaliśmy w punkcie pobrań kilka dni i się nie dało. 

Zaniepokoiły nas wysokie monocyty u Faustynki w piątek, ale wieczorem pannica dostała 38 stopni gorączki i się wyjaśniło skąd takie a nie inne wyniki. Po prostu za jakiś czas trzeba je będzie powtórzyć.

W ten weekend w ogóle wszyscy jesteśmy jacyś tacy wymłóceni. Ja w sobotę miałam podwyższoną temperaturę i mam znowu kaszel, męża wczoraj głowa strasznie bolała, Maciek na wieczór zaczął kaszleć, a jeszcze "chryczenie" po covidzie mu nie przeszło, choć było już zdecydowanie lepiej. Siedzę dziś z Faustynką w domu, boli ją gardło. Na szczęście gorączka już nie rośnie. 

Zaskoczyły nas wyniki badań męża. Zaskoczyły, nie zaskoczyły... Mój mężu lubi sobie pojeść. Nie ogranicza się w żaden sposób. Zawsze był szczupły, nawet chudy niekiedy i wyniki badań zawsze miał w jak najlepszym porządku. Nie tym razem. Lata jedzenia słodyczy i fast foodów dały o sobie znać. Tragedii nie ma, bo tylko trochę ma przekroczone normy glukozy i cholesterolu, ale na tyle, żeby chcieć zmienić nawyki żywieniowe. Ta glukoza u niego to podejrzewam taka trochę oszukana, bo w nocy przed pobraniem krwi opędzlował słodycze z szafki. Pewnie gdyby nie to, to była by norma. 

No mi będzie na pewno łatwiej trzymać swoją dietę o niskim IG. W domu nie będzie słodyczy, więc i dzieciom to posłuży. A przede wszystkim nie będą musiała gotować każdemu czegoś innego. Po prostu cała rodzina przechodzi na zdrowe odżywianie. Ja glukozę mam nadal podwyższoną tak jak miałam. W sierpniu 104, we wrześniu 100 (ale wtedy wybitnie nic nie jadłam przez 3 miesiące, tzn. tylko grillowaną cukinię i paprykę), w listopadzie po anginie 107!, a teraz 105. Zadziwiające jest to, że czy jem czy nie jem, jem zdrowo, czy sobie folguję, to glukoza jest podwyższona, ale nie jakaś turbo wysoka, choć po ostatnim wyniku spodziewałam się, że będzie dużo wyższa zważając na to, że kilka tortów w ostatnim czasie upiekłam - okres bożonarodzeniowy, urodziny Maćka, Dzień Kobiet, urodziny Faustynki. Strasznie dołujące jest gdy jesz zdrowo, mocno się ograniczasz, a ta cholerna glukoza, ani nie drgnie! 

Przez pierwsze dwie doby bez cukru mąż strasznie cierpiał, ale mówiłam mu, że najgorsze są pierwsze 3 dni. Ja po badaniach odstawiłam całkowicie na nowo pieczywo i też przez pierwsze dni myślałam, że w sklepie się rzucę na półki z bułkami, ale byłam twarda. 

Strasznie się cieszę z podejścia Maćka do jedzenia warzyw. Postanowił sobie, że będzie jadł ich dużo, żeby być zdrowy. I faktycznie połowę jego talerza podczas obiadu zajmują warzywa. Pięknie zjada brokuły, kalafiora, cukinię, marchewkę, sałatę i różne surówki. Ze względu na refluks ograniczyliśmy pomidory i ogórki i obserwujemy jak to się będzie dalej rozwijać. 

Badanie USG brzucha u Maćka nie wykazało niczego niepokojącego. 


Wrzucam ściągawki:

zmianasylwetki.pl

A tu odnośnie węglowodanów:
fitbodyclub.pl


W przypadku diety o niskim indeksie glikemicznym duże znaczenie ma także ładunek glikemiczny.
Ładunek Glikemiczny (ŁG)– jest to iloczyn IG produktu i zawartości węglowodanów w porcji produktu. Uwzględnia nie tylko jakość, ale również ilość węglowodanów w porcji. Produkty o wysokim IG spożywane w małych ilościach dają takie same efekty w wyrzucie insuliny do krwi, jak produkty o niskim IG, za to spożywane w dużych ilościach. Ładunek glikemiczny pozwala przewidzieć całkowity wzrost poziomu glukozy po spożyciu całego posiłku/produktu.

Najlepszym przykładem jest arbuz, który ma IG =72 (wysoki). 100- gramowy plaster arbuza zawiera 8,4 gr węglowodanów, a to daje ŁG=6,3 (niski) czyli poziom cukru we krwi podnosi się powoli.

Dla porównania weźmy taką samą ilość makaronu ryżowego (100g) o IG=40. Taka porcja zawiera 22 gramy węglowodanów, a ŁG=8,8. Pomimo niższego IG, ryż w całej porcji ma znacznie większy ładunek glikemicznego i w porównniu do arbuza, szybciej podnosi cukier we krwi.

/fitbodyclub.pl/


Jak ćwiczyć?/ Jak NIE ćwiczyć?





Wrzuciłam filmiki z ćwiczeniami dlatego, że podczas mojego wakacyjnego chudnięcia nie ćwiczyłam i niestety po odchudzaniu wyłącznie dietą moja skóra nie była jędrna. Tragedii nie było, ale przy wadze równej 50 kg moje pośladki uległy grawitacji. Za to gdy w 2020 roku podjęłam wyzwanie "100 squat challenge" miałam świetne nogi bez cellulitu i kształtną pupę, przy wadze 55 kg. Moja dieta wówczas była bogata w białko.


metabolicfood.pl



Faustynka skończyła wiosną 8 lat! Sto lat!





Dopisane 6.04.2022:

Mężczyzna i dieta nie idą w parze.
"No ale taka sałatka jarzynowa, to przecież same warzywa. To co że trochę majonezu" 🤦‍♀️
Oj czarno to widzę...


wtorek, 7 września 2021

Chyba czas zmienić lekarza rodzinnego

Miałam kontynuować o wysyłaniu z kwitkiem,

zatem...

30 maja podjęłam kolejną próbę odchudzania gdyż waga znowu zaczęła rosnąć i dobiła do 59,5 kg. Wprowadziłam sprawdzone już na obie restrykcje, czyli zero glutenu, zero cukru, zero mięsa. Dopiero takie połączenie sprawia, że waga u mnie powoli leci w dół. Początek był najtrudniejszy, męczyłam się strasznie, bo bardzo lubię pieczywo, ale trzymałam się dzielnie. Mój jadłospis wyglądał zazwyczaj tak:

- rano kawusia z roślinnym mlekiem, np. migdałowym,

- przed południem koktajl owocowo - warzywny z wykluczeniem owoców z wysokim IG, takich jak np. banan, 

- koktajlu zazwyczaj wychodziło mi ok. 500-600 ml, więc dzieliłam na dwa razy i zamiast obiadu wypijałam drugą porcję,

- jako kolacja wypijałam kefir lub jogurt naturalny,

Ot, cała moja dieta tak wyglądała przez dwa miesiące. Waga w tym czasie spadła o 6 kg i ważyłam 53 kg. Jednak byłam bardzo zmęczona i senna. Nie miałam za grosz siły aby zabrać się za ćwiczenia. Postanowiłam wykonać badania myśląc, że pewnie anemia się przyplątała czy coś. Pani doktor wypisała mi skierowanie na badania podstawowe (morfologia, mocz, glukoza). Wykonałam je, dodając prywatnie do tego żelazo. I co się okazało? Anemia? Nie. Wyniki badań wręcz idealne z jednym wyjątkiem - cukier powyżej normy. 

No coś tu nie halo z tą glukozą. Po takiej diecie,  a ja mam na czczo 104 mg/dl, gdzie norma to 70-99.

Odwiedziłam Panią doktor, licząc na jej zainteresowanie. Opowiedziałam o swoich dolegliwościach, które mogłyby zasugerować stan przedcukrzycowy, ale Pani doktor stwierdziła, że jestem zdrowa, badania w normie, nic mi nie jest. Pytam o ten podwyższony cukier, a ona wręcz zbulwersowana stwierdziła, że jest w normie. Widocznie ma jakieś nieaktualne normy.

Swoją drogą to ciekawe jaką glukozę miałam przy wadze 60 kg?! Szkoda, że nie wykonałam badań przed dietą, bo może było 120. Ciekawe czy wówczas twierdziłaby, że to norma.

Tłumaczę jej, właściwie powtarzam, że jestem od dwóch miesięcy na diecie, jem niemal same warzywa, schudłam 6 kg i że taki wynik nie jest w tej sytuacji normalny. A ta w zaparte, że "To w zależności ile pani słodzi". No szkurde! "No przecież mówię, że jestem na diecie i nie słodzę". A ta się pyta na jakiej diecie. Ja, że się odchudzam, a ona: "To wcale pani nie słodzi? W ogóle?". Trzy lata nie słodzę, a od dwóch miesięcy nie jem glutenu, żadnego pieczywa, makaronów, kaszy,... No powtarzam wszystko od początku. Mówię, że mąż je wszystko i nawet słodycze, pizze i ma 80 jednostek glukozy na czczo, a nawet po posiłku miał 93. A ona, że to nie można się do kogoś porównywać i dalej swoje, że mam cukier w normie.

A to że jestem senna, zmęczona, stwierdziła, że pewnie jestem przemęczona. 

Kurde, już z 8 lat jestem w takim razie przemęczona.

Liczyłam, że wypisze mi jakieś skierowanie na dodatkowe badania lub chociaż skierowanie do endokrynologa. Tym bardziej, że wspominałam, że przed pandemią kontrolowałam regularnie badania tarczycowe, które wskazywały na początkową fazę Hashimoto,  a ona nic.  Wg niej jestem zdrowa.

I tak oto zostałam odesłana z kwitkiem. 

Skoro nie mogłam liczyć na pomoc lekarza, zaczęłam kombinować na własną rękę. Zmodyfikowałam dietę. Wykluczyłam całkowicie owoce. Wprowadziłam tłuszcze  - ryby i jajka. Po swojej dwumiesięcznej diecie cholesterol miałam poniżej normy, więc jakby, któraś z was miała zbyt wysoki poziom cholesterolu, to polecam zajadać warzywa na zmianę z  kefirem. 

Odczekałam miesiąc i powtórzyłam badania. Waga spadła na 51,5 kg. Oprócz glukozy zbadałam poziom insuliny na czczo, tsh, ft3, ft4. Trochę mnie to kosztowało, ale tarczycowe mam w normie. Z tym że powinnam jeszcze zbadać anty tpo i anty tg, bo to z tym miałam jakieś problemy dawniej, ale to już następnym razem. 

No i co się okazało po wyliczeniu wskaźnika HOMA?!

Insulinooporność jak byk! 

Aby pozbyć się insulinooporności powinnam zejść z poziomem glukozy do 84.  Teraz mam 100! Odchudzać się dalej? To ile ja mam ważyć? 45 kg? Było by jeszcze niby w normie przy moim wzroście, ale ja tego nie chcę. 

A w ogóle to mam chyba alergię na gluten, bo gdy przez trzy miesiące go nie spożywałam miałam bardzo ładną cerę, a gdy ostatnio sobie zrobiłam taką jakby nagrodę po odchudzaniu i zjadłam warzywa w tortilli pszennej, to mnie tak wypryszczyło, że przez trzy ni mnie morda aż piekła, wręcz paliła i byłam bordowa na twarzy łącznie z dekoltem i uszami. 

Także tego. 

Zostało mi chyba do końca życia jeść same warzywa i to te o najniższym indeksie glikemicznym.  


Dziewczyny,

Tu taki zwrot do Was,

Jeśli macie wrażenie, że tyjecie z niczego, że macie problemy z utrzymaniem wagi albo odchudzacie się a waga nie spada - BADAJCIE SIĘ! Nie dajcie sobie wmówić, że to dlatego, że żrecie nieposkromienie. Sprawdźcie poziom insuliny, wskaźnik homa, a nuż to insulinooporność.  Podobno wiele osób się z tym zmaga o tym nie wiedząc. 

Ja objawy mam właściwie od dziecka. Chociażby otyłość brzuszną. Jednak jakoś żaden lekarz się tym nie zainteresował. 

To tak jak od zawsze mdlałam z bólu w czasie miesiączki, to przez kilkanaście lat słyszałam, że to normalne, najpierw od matki, potem że widocznie taka moja uroda - z ust ginekologów. A co się okazało? Endometrioza. Dopiero w wieku 28 lat trafiłam na lekarza, który się mną zainteresował i wdrożył odpowiednie leczenie, po którym mogę normalnie funkcjonować nie patrząc na to w którym jestem dniu cyklu.  



wtorek, 27 lipca 2021

Co nowego

Fatalnie się dziś czuję. 

Nie wiem... może odchorowuję wczorajsze spotkanie z "koleżankami"? 😂

Zmierzyłam ciśnienie - 98/55 

Dobijają mnie te ciśnienia. Niby dobrze jak się ma niskie, ale już zawroty głowy nie są takie fajne. 

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy udało mi się zrzucić 6 kg. Zeszłam z 59,5 na 53,5. Jestem zadowolona. BMI w normie. Wciskam się w rozmiar 34. Tylko zmęczona jestem strasznie i nie mogę się zmobilizować do ćwiczeń. 

Wydaje się że bezsenność Maćka minęła. Od tygodnia przesypia całe noce w swoim pokoju. Ot tak z niczego. Tzn. "ptaszki przestały ćwierkać" i już mu nie przeszkadzają w spaniu.

Na pewno i te nocne pobudki od marca mnie wykończyły.  To w końcu 5 miesięcy nocnej męki, ale przetrwaliśmy. Gdy słyszę jak wczoraj,  że któraś matka musiała ugotować zupę,  bo dziecko nie poszło do przedszkola,  to niedowierzam, jakie ludzie mają problemy 🙉

A jak pięknie syn się z zaparć wyleczył... Zobaczył w tv reklamę jakiegoś Dulcobis, jak dziewczynka mówi: "Wszyscy robią kupę" i zdziwił się "Wszyscy? Jak to Wszyscy?". Nooo... ale jak ja mówiłam to się nie słuchało. Teraz co drugi/trzeci dzień chodzi na kibelek, no bo przecież wszyscy robią kupę. 

Chwała temu kto wymyślił tę reklamę. 


Nie pochwaliłam się jeszcze,  bo jakoś tak nie było kiedy,  ale niedawno kupiliśmy działeczkę rekreacyjną, która nas mocno zaabsorbowała w ostatnim czasie.  Podciągnęliśmy prąd, mąż zrobił ogrodzenie,  kupiliśmy chuśtawkę, składamy altankę. Na wiosnę pewnie kupimy jakiś domek ogrodowy,  bo wiadomo, od razu wszystkiego nie da rady. Tym bardziej,  że ekipa, która nam miała układać podest, wystawiła nas do wiatru. 

Dzieciaki mają frajdę. Wybiegają się, wybawią, pochlapią w baseniku.

Spędzamy całe weekendy na działeczce.  Jest cudownie.



Bomba witaminowa!

Zielony koktajl!

Uwielbiam zielone koktajle, w ogóle kocham jeść zielone.

Zazwyczaj ten koktajl uzupełniałam bananem dla uzyskania słodyczy, jednak teraz postanowiłam banana zastąpić ananasem.



Składniki:

- garść szpinaku

- połowa pęczku pietruszki

- połowa jabłka

- kiwi

- 2 plastry ananasa

- 100-200 ml wody (w zależności jaką gęstość preferujesz)

Zblendować wszystkie składniki.  

środa, 5 sierpnia 2020

Chwilowy kryzys

Chwilę mnie tu nie było. Nie mogłam się zmobilizować.

Dziękuję za gratulacje i życzenia. 10-tą rocznicę  ślubu świętowaliśmy rodzinnie. Rano wręczyłam mężowi drobny upominek - słodycze, kawa, kosmetyki. A po południu pojechaliśmy razem z dziećmi do restauracji. Wszystko było fajnie, tylko Faustynka, która początkowo była bardzo podekscytowana,  speszyła się w lokalu i odmówiła jedzenia, choć wcześniej tak ochoczo planowała co zje. 

No jest u niej spory problem z jedzeniem. Odrzuciła sery, mleko, masło, ziemniaki i ryby. Wędlin nigdy jeść nie chciała. Martwię się, bo kromka chleba z keczupem czy płatki Nesquik to nie jedzenie. Przynajmniej je makarony, ryż i kaszę gryczaną z mięsem oraz pomidorową i rosół. 

W małżeństwie  układa nam się bardzo dobrze. Widzę jak mąż w ostatnich latach dojrzał i bardzo mi się to podoba. Spędzamy razem dużo czasu,  bo wraca wcześnie z pracy. Czerpiemy radość z tych chwil  całymi garściami. Właściwie to nawet nie pamiętam kiedy się ostatnio kłóciliśmy. Chyba rok temu. 

Rybki mają się dobrze. Poza neonami, których nie udało się wyleczyć i padły z powodu kulorzęska. Faustynka mnie zaskoczyła mówiąc:
"Mamusiu, nie przejmuj się. To dobrze że zdechły, nie będą gryzły Goldi płetwy". 
A skoro przy płetwie jesteśmy,  odrosła molinezji ta zjedzona płetwa. 
Tylko powiedzcie mi,


Czy ona jest w ciąży?







Zaczął mi się spóźniać okres, choć wyraźne objawy PMSu były. Czekałam na niego niecierpliwie, bo raczej miał tendencję do pojawiania się przed czasem, nie po. A piersi już mnie tak  bolały, że myślałam że wybuchną. Jednak nawiedził mnie 3 dni  później i był bardzo skąpy i właściwie niebolesny. Podejrzewam, że przez aktywność fizyczną i jakby nie było, dość ubogą dietę. 

Ćwiczę na orbitreku codziennie powyżej godziny. Zdaża się  nawet dwie jedyny ciągiem. Podczas gotowania maszeruję aby nabić jak najwięcej  kroków. Zawsze to jakieś  dodatkowo spalone kalorie, niż jakbym miała tylko stać i mieszać w garze.

W ostatnim czasie już byłam bliska strzelenia tym wszystkim w cholerę, bo efektów nie widzę, a doszły wyrzuty sumienia, że  tyle czasu marnuję na siebie zamiast pograć z dziećmi w Warcaby czy poodkurzać mieszkanie. 
Waga uparcie utrzymywała się na 56,5 kg, a w ostatni weekend to zawet wzrosła i w poniedziałek pokazała 57 kg. Koło południa dostałam  miesiączkę  i  dziś rano ważyłam 55,8 kg. Wiem, że często tak bywa, że pod koniec cyklu kobieta może przybrać 1-2 kg, ale zdziwiłam się, bo nigdy wcześniej  mi się to nie przydarzyło.

Dziś mam totalny kryzys. Ćwiczyłam tylko 30 minut, bo nie dałam rady więcej. Jestem potwornie zmęczona. Nie wiem czy to ta paskudna pogoda (u nas dziś leje), czy ten cholerny komar co mnie całą noc podgryzał i nie dał się złapać. Przebiegły krwiopijca! A może organizm już ma dość codziennych ćwiczeń i diety. Choć pewnie wszystko na raz. 

Rano ogarnęłam z grubsza mieszkanie i przykleiłam w oknach moskitiery. Niestety już mi zabrakło do kuchni i do większego okna w salono-sypialni. Później odhaczyłam te 30 minut na orbitreku i próbuję coś naskrobać na  blogu, a przez te ćwiczenia brakuje mi czasu na pisanie, więc sorry, że nic ciekawego u mnie nie przeczytacie i że rzadko Was odwiedzam.


Kupiłam sobie kieckę za 19,99 zł! To się pochwalę. 


Nie wiem czy te guziki tak mają  być asymetrycznie czy jednego brakuje, choć rozstaw pomiędzy tymi dwoma jest inny niż odległości pomiędzy tymi z drugiej strony, ale za taką cenę, co tam. Najwyżej  doszyję jednego.


Włosy mi już podrosły i udaje się już je zaczesać w kok. Nie spodziewałam się, że tak szybko będę cieszyć się różnymi fryzurami. W końcu jeszcze rok temu miałam całkiem krótkie, a tu 



Pozwólcie, że na tym skończę ten wpis. 
Buźka 😘




środa, 22 lipca 2020

Ćwiczenia. Nadchodząca rocznica.

Dziś na szybko. Minął tydzień, a ja nie zdążyłam umieścić treningów, więc wrzucam teraz fotki:

16.07



19.07



20.07


Wszystkie dotyczą orbitreka. Zaobserwowałam, że bardzo poprawiła się moja kondycja. Ćwiczę przez godzinę,  utrzymując prawidłowe tętno i nie padam trupem po zejściu ze sprzętu.

Niestety waga nie spada. Zatrzymała się  na 56,5 kg i ani drgnie. Dobrze, że  nie rośnie.

Do tej pory ćwiczyłam 3-4 razy w tygodniu, ale postaram się  codziennie albo przynajmniej 5 razy w tygodniu po godzince. Może wtedy jeszcze coś zleci.
Muszę się bardzo pilnować  z jedzeniem,  bo niestety każdy posiłek inny niż sałata, odkłada mi się w postaci tłuszczu na brzuchu i udach. Dlaczego  nie  na biodrach?


Idę zaraz  poćwiczyć ;)


Jeszcze tylko wspomnę,  że w piątek odbyliśmy wycieczkę przy okazji wizyty z Maćkiem u psychiatry. Pani doktor nie przyjmuje już w naszej okolicy i musieliśmy pojechać do niej aż 80 km do prywatnego gabinetu. Nie chcemy jej zmieniać na  innego lekarza, bo jest naprawdę fajna, poza tym zna nas już ponad 5 lat, Maciek ją lubi i czuje się przy niej bezpiecznie.
Niestety pogoda nam się nie udała i nie pozwiedzaliśmy.


Zbliża się 10-ta rocznica naszego ślubu. W piątek  będziemy świętować.


wtorek, 14 lipca 2020

Kwarantanna z przymrużeniem oka

Mój niedzielny trening:


- 60 minut na orbitreku ze średnim obciążeniem

- 10 minut ze zwiększonym obciążeniem

- 50 przysiadów

*************************************

Dzisiejszy  trening:


- 45 minut na orbitreku (30 minut ze średnim obciążeniem z utrzymaniem tętna do 130 uderzeń dla spalania tkanki tłuszczowej + 15 minut ze zwiększonym obciążeniem z tętnem powyżej 130 uderzeń dla poprawy kondycji i wytrzymałości)

- 60 przysiadów

***********************************
Kurujemy rybki.
Neony podskubały boczną płetwę molinezji. Była bardzo osowiała, słaba i chowała się przy podłożu. Odłowiliśmy bidule do słoika, podleczyliśmy, nakarmiliśmy, a gdy poczuła się  lepiej wpuściliśmy do akwarium. Odżyła.

Teraz mamy problem z neonami. Chyba karma jednak wraca.  Rozchorowały sie i są  w białe kropki. Mąż kupił lekarstwo, odłowił je do kwarantannika i mamy w domu rybi szpital, czyli neony na kwarantannie.

Za to molinezja Goldi czuje się jak nowo narodzona,  jak ryba w wodzie - dosłownie. Cieszę się bardzo, bo to już członkowie naszej rodziny. Zależy  nam  na tym żeby nie chorowały i cieszyły nas sobą jak najdłużej.

***********************************

Maciuś od września idzie do pierwszej klasy. Bedzie to klasa terapeutyczna z nauczycielem wspomagającym. Boję się. Wiem, że początek będzie  bardzo trudny, gdyż u syna ciężko  z akceptacją zmian.
Tym bardziej jestem przerażona gdyż  psycholog z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej stwierdziła, że  gotowy nie jest. Szkoda tylko, że  dopiero  teraz  się  o tym dowiedzieliśmy. Przez tą  całą pandemię mieliśmy  mega poślizg w badaniach gotowości  szkolnej.
A musieliśmy w odpowiednich terminach poskładać wnioski i dokumentacje o przyjęcie  do  szkoły lub odroczenie i kontynuowanie przygotowania w przedszkolu. Syn odroczony był raz i byłam skłonna odroczyć go drugi raz, ale panie w przedszkolu zapewniały, że jak najbardziej sobie w szkole, w klasie terapeutycznej poradzi, a z przedszkola już nic więcej  nie wyniesie. Posłuchałam ich, ale nie wiem czy dobrze zrobiłam.

W ogóle  na perypetie z PPP i dostaniem sie do Maćka psychiatry w "czasie  zarazy"można by poświęcić cały następny tekst, ale póki co nie mogę sklecić tego postu.
Właśnie wstawiłam zupę i maluję z dziećmi farbami, a  w planach naleśniki. Nie dla mnie, żeby nie było 😋 Dla rodzinki.

Do następnego! 😘

czwartek, 9 lipca 2020

100 squat challenge! Udało się.

Dzisiaj zrobiłam 100 przysiadów!



Naładowana pozytywną energią, nie zamierzam wypaść z formy. Co drugi dzień będę  trzaskać setkę dla utrzymania efektów.


Zapomniałam się ostatnio pochwalić:
Mąż zamówił mi, a właściwie to nam nowy orbitrek!
Stary niestety nie nadawał się już do niczego.
A że i mojemu mężczyźnie w ostatnim czasie  również  przybyło kilka kilogramów,  to skorzystamy obydwoje.
W ogóle to tysiąc razy łatwiej odchudzać się we dwoje. Choć moim zdaniem  mąż  nie ma co zrzucać.

Kurier dostarczył przesyłkę i już 3 treningi na średnim obciążeniu mam za sobą. Dwa po 30 minut i dzisiejszy ponad 40.


Czuję się dzisiaj  jak nowonarodzona mimo iż w nocy spałam mniej niż 6 godzin.
Może  to taka równowaga do dnia wczorajszego,  kiedy to nie miałam siły na nic przez cały dzień.


W ogóle, to przez to akwarium mam wrażenie,  że  opiekujemy się niemowlakiem.
Padł nam jeden głupik i od tamtego momentu nie sypiam spokojnie.
Mąż bardzo dba o rybki, zmienia wodę bardzo często, a mimo to jedna padła. Następnego dnia druga - danio.
Wczoraj patrzymy, a jeden z głupików ma poszarpany ogon.
Wiecie co się okazało? Skalar wpierdolił zjadł głupika.
A takie kochane to było, takie spokojne, słodziak taki. A tfuu... przebrzydła ryba, żeby tak kolegów podgryzać! I to w nocy  jak nikt nie patrzy!
Chcemy kupić więcej roślinek, żeby maluchy miały się  gdzie chować. Jak to nie pomoże, to trzeba je będzie oddzielić jakąś siatką albo odłowić skalary do innego akwarium.
Jakby nie było, to w nocy budzę się i sprawdzam czy wszystko u nich  w  porządku.

środa, 1 lipca 2020

Efekty stosowania kosmetyków antycellulitowych po dwóch tygodniach. Zwiększam spożycie białka.

Nie nadążam ostatnio z postami, a mam Wam dużo do opowiedzenia. Dzieje się, oj dzieje.

Zacznę od tego, że w poniedziałek minęły  dwa tygodnie odkąd stosuję kosmetyki  antycellulitowe i ćwicze przysiady. Miałam napisać o efektach po 14 dniach.




Po dwóch tygodniach masaży i ćwiczeń stwierdzam znaczne napięcie i wygładzenie skóry na udach. Nie jest lelawa i flakowata jak wcześniej, za to fajnie nawilżona a pośladki uniosły się odrobinę.

Cellulit z przednich partii zszedł całkowicie, być może dlatego,  że  w tych miejscach był nieduży. Podobnie po zewnętrznej stronie, bardzo się zmniejszył.
Najbardziej oporny został na tylnych i wewnętrznych częściach ud. Chociaż różnica i tak jest tam widoczna.

Nie ćwiczyłam intensywnie,  nie katowałam się. Właściwie tylko od czasu do czasu lekkie cardio + ćwiczenia  na  macie i co drugi dzień te przpysiady. Natomiast  codziennie starałam się wybrać na 6cio kilometrowy spacer.


Na diecie jestem ponad 3 tygodnie i staciłam 3 kg! Wynik uważam za bardzo dobry biorąc pod uwagę, że u mnie waga spada bardzo opornie. Muszę niestety sięgać po drastyczne środki, tzn. diety. Gdy tylko sięgam  po pieczywo, zaczynam tyć. Z kolei bez niego jestem po prostu  ciągle głodna. Widzę, że łatwiej odstawić mi cukier niż kromeczki.

I tak nie dosładzam, czytam etykiety produktów, aby nie kupić czegoś nafaszerowanego tym jakże uzależniającym białym syfkiem. Mocno ograniczyłam gluten. Czasami przez kilka dni  z rzędu udaje mi się  nie  spojrzeć na pieczywo. Mięsa też właściwie nie jadam i wcale za nim nie  tęsknię.

Za to czesto przyrządzam sobie sałatki warzywne, zupy, koktajle, sięgam po orzechy, kefiry i jogurty proteinowe.

Udało mi sie zejść z 60 kg na 57 kg. Jeszcze 3 i bedę usatysfakcjonowana. Straciłam tez 3 cm w pasie i po 1 cm w obwodzie ud. Biodra i biust bez zmian.


Lodówkę zaopatrzyłam w produkty wysokobiałkowe:



Myślę,  że to całkiem przyzwoity wybór. Sporo białka, mało cukru, mogłoby być mniej (szczególnie w Vitanelli), ale jak się  nie ma co się lubi, to się  lubi co się ma. 





Imponująca zawartość białka.



Serek wiejski z dodatkiem  rzodkiewki - uwielbiam! Idealny po treningu lub na kolację.



Oczywiście przy diecie wysokobiałkowej należy zachować  zdrowy rozsądek i jeśli zwiększamy spożycie białka należy koniecznie uzupełnić płyny! Z uwagi na nasze nerki. Osoby, które  maja problemy z nerkami raczej powinny unikać tego typu diet.



metabolicfood.pl




wtorek, 30 czerwca 2020

Sałatka białkowa z tuńczykiem



Składniki:

- ciecierzyca gotowana (ja użyłam tej z Lidla w słoiku)
- kukurydza (puszka)
- groszek zielony (puszka)
- ogórki kiszone (3 szt.)
- jajka (3 szt.)
- tuńczyk z puszki
- jogurt naturalny o zwiększonej zawartości białka
- szczypiorek
- natka pietruszki
- pieprz (nie soliłam, ogórki i tuńczyk są wystarczająco)


Ogórki i jajka pokroić w kostkę. Pozostałe warzywa odsączyć. Wymieszać składniki z jogurtem i szczypiorkiem. Doprawić pieprzem. Na wierzchu ułożyć tuńczyka i posypać  natką pietruszki.

wtorek, 23 czerwca 2020

Dzisiejszy trening

Dzisiaj wykonałam trening cardio dla początkujących z Martą Hennig.




Jest do zrobienia, choć nie mogę powiedzieć  że  się nie spociłam, ale o to tu właśnie  chodzi. Nie chciało mi się  dzisiaj  ćwiczyć  jak cholera. Pogoda u nas fatalna, przez co nie wybrałam się  wczoraj  na mój codzienny spacer i nie zanosi się na poprawę. A jeden dzień bez spaceru, to u mnie = 0,5 kg więcej następnego  dnia.

Muszę  przyznać, że Marta mnie rozbudziła.  Polecam!

Następnie wykonałam Squat challenge na dziś, ale przy 50 przysiadzie myślałam  że  zdechnę.


Musiałam przerwać na kilka sekund i dopiero po tym dociągnęłam ostatnią piątkę. Chyba muszę  te przysiady robić w seriach.
Czy ktoś to robi jednym ciągiem? Takie 100 przysiadów  raz za razem? Albo 250? 


Spróbuję jeszcze tego:


Monika  Kołakowska

Chociaż  wiem, że wszystkiego nie dam rady. Już raz próbowałam. Walczę! ;)
Podoba mi się że te ćwiczenia odbywają się  na macie, zatem nie tłukę się  piętami i tym samym mam nadzieję,  że  nie  przeszkadzam sąsiadom.


Na przyniesienie orbitreka z piwnicy póki co się  nie zdecydowaliśmy,  bo raz nie mamy na niego miejsca, a dwa już sie przez ostatnie lata (a ma ich już ponad 8) tak rozklekotał, że tłucze się  niemiłosiernie, poza tym ma połamaną jedną stopkę, a dokupienie jej w Decatlonie to koszt 169 zł za parę! Chu**wo biorąc pod uwagę, że cały orbitrek kosztował niewiele ponad 300 zł.

Zastanawiam się nad kupnem rowerka stacjonarnego. Tylko czy będzie  równie  efektywny  jak orbitrek?

******************************

Dzisiaj Dzień Ojca! Wszystkiego  najlepszego wszystkim tatusiom!

Jeszcze laurki musimy zrobić ;)

******************************
Nowinki z ostatniej chwili.
Siostra męża Agnieszka przyjechała przed chwilą do niego do pracy i mój mąż  się  dowiedział, że ona już nie mieszka u moich teściów. Wyprowadziła sie już jakiś czas temu i mieszka z Misiem u jego rodziców. Bo jak to powiedziała: "Życia tam nie było".

Coś czuję,  że  będę  teraz miała jeszcze większy żal do męża, że  tyle lat musiałam się tam męczyć, a taka Agnieszka ani się nie obejrzała i to rok przed maturą.
Oby tylko rodzice  Misia nie okazali się  takimi  skurwysynami jak rodzice mojego męża. 
Chociaż,  raczej to się  w tej sytuacji powinnam bać o nich a nie o nią...

piątek, 19 czerwca 2020

O motywacji

Oto moja motywacja do zadbania o siebie, o swoje zdrowie, ciało i samopoczucie:

https://www.flowmummy.pl/   Justyna Basińska

Kolejny raz tam wracam i każdemu polecam. Justyna to super babka, równa, zwyczajna dziewczyna, nie żadna  celebrytka. Według mnie szczera i wiarygodna mama trzech chłopców. Uwielbiam  jej vlogi i polecam.

A to moja druga motywacja, konkretnie to do zrzucenia kilku kilogramów:




Właśnie  przed chwilą rozjaśniłam odrost i efekt niezbyt mnie zadowala, ale biorąc pod uwagę, że kolor naturalny był ciemny, to ujdzie ten kurczaczek.

No niestety nie znalazłam swojego rozjaśniacza, mojego  nr 1 Syossu i wybrałam inny firmy Schwarzkopf.

A taki jest efekt:



No nic, za kilka dni, jak kłaczki się zregenerują (choć nie zniszczyły się, więc tu daję plusa), to kupię jakąś blond farbę i spróbuję wyrównać kolorek.

Dziś  45 przysiadów do wykonania, więc wstawiam zupe i idę  ćwiczyć.




wtorek, 16 czerwca 2020

Kosmetyki antycellulitowe

Postanowiłam wspomóc walkę z cellulitem kosmetykami i tak oto wczoraj zaopatrzyłam się w:

- Olejek  antycellulitowy Lirene z bańką chińską, 25,99 zł,
- Balsam Slim Extreme 4D Scalpel Eveline, 19,99 zł.


Na Lirene zdecydowałam się głównie ze względu na bańkę, bo to na niej mi zależało. Sam olejek jest mały, jedynie 100 ml, więc podejrzewam, że szybko się skończy. Pachnie cudownie cytrusami. Uwielbiam. 
Wymasowałam sobie nim wieczorem uda, używając bański chińskiej. Polecam. Masaż bardzo przyjemny, pod warunkiem, że  nie zassałam sobie zbyt mocno skóry ;) A  że mam skłonności do pękających naczynek,  to nie mogę się zbytnio nią znęcać. 
Z masażem tylnych partii ud pomógł mi mąż i nie mniej  mu się  podobało.  Wymasował mi również  plecy, a później  ja wymasowałam jego. Tak więc bańka jest wielozadaniowa, może być stosowana jako gadżet do gry wstępnej.

O efektach napiszę za jakieś 2 tygodnie. Sama jestem bardzo ciekawa, ponieważ takim przyrządem posługuję się po raz pierwszy w życiu.


Jeśli  chodzi o Eveline, to ogólnie lubię kosmetyki tej firmy. Tutaj postawiłam na kosmetyk z efektem chłodzącym (rozgrzewające nie są polecane przy skórze naczynkowej). Balsamu użyłam dzisiaj rano. Początkowo efekt  chłodzenia był przyjemny, ale potem zrobiło mi się po prostu bardzo zimno. Może użyłam go za dużo. A oprócz ud i pośladków nasmarowałam również brzuch i boczki.

Podobnie jak w przypadku olejku Lirene z bańką, więcej  napiszę za dwa tygodnie.


Oczywiście ruch i zdrowe odżywianie przede wszwszystkim.

poniedziałek, 15 czerwca 2020

100 squat challenge

Tak moi drodzy, biorę się za ćwiczenia,  a precyzując za przysiady.
Nie podoba mi się to  jak w ostatnim czasie  moja skóra  stała się taka wiotka i lelawa.

Dlatego stworzyłam sobie  grafik,  taki pod siebie.

Zindywidualizowałam go, bo nie czarujmy się, 250 przysiadów nie zrobię. No way...
I nie jestem też w stanie robić  ich  codziennie,  gdyż mam potworne zakwasy. Moje mięśnie albo ich brak 😅 potrzebują regeneracji.

A oto on, mój 30 dniowy squat challenge:



Oczywiście do tego dołączam codzienne spacery, peelingi kawowe i masaże oraz chłodne prysznice, a przede wszystkim zrdową dietę, bogatą w warzywa i białko.

Mam nadzieję na:
- ujędrnienie skóry
- uniesienie pośladków
- zmniejszenie a może i pozbycie się cellulitu (już kiedyś mi się to udało)
- zrzucenie 2-3 kg




Fit kapuśniak 


SKŁADNIKI:

300 g kiszonej kapusty
cebula
1-2 marchewki
4-5 ziemniaków
kawałek selera
1 pietruszka
przyprawy (2 liście laurowe, 2 ziarenka ziela angielskiego, 5 ziarenek  pieprzu ziarnistego, mielona słodka papryka, mielona ostra papryka, kminek, majeranek, sól, pieprz mielony)
Jak odchudzić kapuśniak?
Kapustę podgotuj z ziarenkami i liśćmi około 20-30 minut. Przygotuj bulion z włoszczyzny bez mięsnej wkładki. Obrane ziemniaki pokrój w kostkę i gotuj w bulionie około 20 minut. Dodaj kapustę i  dopraw do smaku wg własnych upodobań. Gotuj do miękkości  ziemniaków. 
Dla moich chłopaków gotuję osobno kiełbaskę i pokrojoną dodaję im do zupy.


Koktajl truskawkowo-orzechowy
z jarmużem


Składniki:

- 6-7 truskawek
- garść jarmużu
- łyżka masła orzechowego 
- 100-200 ml mleka sojowego (w zależności  czy lubicie mniej lub bardziej gęste koktajle)

Wszystko zblendować. 

poniedziałek, 8 czerwca 2020

Przechodzę na detoks glutenowo-cukrowy

Sorry, ale już dzisiaj  myślałam, że  rozjebię wagę! Pokazała 60,5 kg! Minutę wcześniej  -  59,3. Babiszon niezdecydowany!
Szlag mnie trafia, bo się ostatnio  mocno ograniczam w jedzeniu, a wręcz przeszłam na przymusową dietę arbuzową i od soboty jem tylko arbuza.
Spoko loko! Tak wyszło z tym arbuzem, bo Faustynka sobie zażyczyła i  mąż kupił, ale nie ćwiartkę, jak myślałam, tylko całego. A Faustynka co? Po spróbowaniu stwierdziła,  że  jednak jej nie smakuje i tak mamuśka na śniadanie,  obiad i kolację zjada po wielkim plastrze arbuza. 
Krew mnie już zalewa, bo waga zamiast spadać, to nie drgnie, a nawet urosła.
Powiecie że 60 kg to nie dramat. No tak, jeśli  się ma 170 cm wzrostu, ale ja nawet 160 cm nie mam, więc u mnie jest  dramat. Każdy kilogram  na mnie widać  i czuję się  z tym fatalnie.
Obrosłam tłuszczem w ostatnich miesiącach. Chyba czas przynieść z piwnicy  orbitreka. 

środa, 13 listopada 2019

New image

Z dietką mi troszkę nie po drodze.
Zaczęłam nieźle,




Ale dziś rano nażarłam się tostów z  serem i szynką  :P


W lodówce właśnie chłodzi się ciasto 





A ja zaszalałam