Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rodzina. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 marca 2023

Ehh... z rodzinką tylko na zdjęciach

Ale nas Agusia (siostra męża) urządziła. 

Kupiła od mojego męża samochód kilka lat temu i nic by w tym nie było dziwnego, gdyby nie to, że mąż dostał mandat, bo paniusia nie udała się do wydziału komunikacji, żeby poinformować o zmianie właściciela. No bo trzeba by przecież zapłacić, aż 80 zł. A jeśli się tego nie zrobi w ciągu 30 dni, to chyba w ogóle jakieś kary się płaci. No i się okazało, że ona nie zamierza mandatu zapłacić i ma wyjebane. Teść tak samo. Pokłócili się tam strasznie podobno o to i co? I mąż musi zapłacić mandat, żeby nie figurował w systemie jako dłużnik. 

Tylko co? Dożywotnio będzie jej płacił wszystkie mandaty?

I tak to właśnie jest z rodziną. 

Ja nie ogarniam.

To, że ta rodzinka jest jaka jest, to wiem od dawna, ale że mąż nadal się daje wystrychnąć na dudka, to pojąć nie potrafię. 

czwartek, 5 stycznia 2023

Poświątecznie

Witam po długiej przerwie. Co tu dużo mówić? Chorowaliśmy. Jak zresztą zwykle w porze jesienno-zimowej. W zasadzie to tylko październik był jeszcze udany i dzieci nie opuściły w szkołach ani jednego dnia. Niestety mi przytrafiła się niewielka kontuzja, która wykluczyła mnie z ćwiczeń na jakieś 3 tygodnie. Oczywiście wypracowane mięśnie poleciały. Ehh... bywa. W listopadzie rozłożyła nas jelitówka. Jesienny standard. Natomiast w grudniu grypa lub inny covid. W zasadzie to jeszcze święta była chorowite, bo syn już zdrowiał, po to żeby zaraz dopadło córkę. Biedna jeszcze w sylwestra była skończona.

Jednak jak to się mówi: "nie ma tego złego..." Spędziliśmy razem wiele miłych chwil. Jeszcze przed tymi chorobami kupiliśmy sobie turbo puzzle 1000 elementów, więc mieliśmy co robić na wolnym. 


7 grudnia już zapakowaliśmy obraz w ramkę.


Między jelitówką a grypą Maciek miał to badanie przez biegłego sądowego psychiatrę, o które wnioskowałam w odwołaniu do sądu. Wyczekaliśmy się tam w kolejce, że ho ho. Odczucia po tym spotkaniu mieliśmy mieszane, ponieważ pani doktor nie dała po sobie poznać jak wg niej przebiegło. Podobno niektórzy mówią od razu rodzicom czy dziecko wymaga czy nie wymaga opieki w samodzielnej egzystencji. Dzisiaj jednak pierwszy stres opadł, ponieważ dostałam pismo z sądu z opinią psychiatry sądowego i jest w niej jasno napisane, że Maciek wymaga stałej opieki. Opinia lekarza jest nam przychylna. Teraz wszystko leży w gestii sądu. 

Już na początku grudnia jak co roku ubraliśmy choinkę. Wiem, że powinno się to robić dopiero w Wigilię, ale dzieci lubią już w mikołajki prezenty wyjmować spod drzewka. Z resztą ja też tak uwielbiam ten Świąteczny klimat, że nie wyobrażam sobie, żeby ten nastrój gościł tylko przez chwilę.  



 

Zawsze przed Świętami mamy ten sam dylemat. Babcia męża się zapowiada, że przyjedzie, a później w ostatniej chwili, gdy przygotowujemy się do Wigilii, odwołuje lub przekłada swój przyjazd na pierwszy czy drugi dzień Świąt. Oczywiście ostatecznie twierdzi, że przyjedzie po Świętach. I jak co roku nastawiamy się, że musimy się przygotować na gości. Wiadomo, że moja teściowa nie przyjedzie, bo nadal się boi covida i ciągle nie wychodzi z domu nawet na podwórko. Być może to już do końca życia tak będzie. Ale gdyby babcia męża przyjechała, to wiadomo, że nie sama, tylko ktoś ją musi przywieźć. Mój teść? Mało prawdopodobne, bo raczej żona go nie puści. Zostaje Agnieszka. Mieszka z chłopakiem, więc to już by były dodatkowe trzy osoby. I w taki sposób zostajemy w każde Święta z górą jedzenia, które konsumujemy aż do sylwestra i już nam bokami wychodzi i tak się zastanawiam, że może to trzeba odpuścić i więcej już nic nie przygotowywać. Tylko kameralnie na naszą czwórkę. A jak jednak nas kiedyś zaskoczą no to trudno. Gdyby się nie zapowiadali to bym powiedziała wprost, że nie wiedzieliśmy, że przyjadą, a tak to nie wiem. Chyba trzeba to olać i się przestać stresować.  Mąż twierdzi, że to zawsze tak będzie, tzn. nie będzie wiadomo czy nas najadą czy nie. Ja się go pytam, no ale dlaczego nie możemy jak u normalnych ludzi się umówić czy przyjadą czy nie, a nie że ja nagotuję na 10 osób i się potem marnuje, tak samo zakupy przedświąteczne, dobrze było by  wiedzieć czy robić na czworo czy dwa razy tyle. A prezenty pod choinką? Pamiętam, że raz babcia też tak się nie mogła zdecydować i  w dzień Wigilii zadzwoniła, że z Agą i jej jeszcze tym poprzednim chłopakiem przyjedzie i ja leciałam jeszcze przed zamknięciem sklepów dokupić pierogów i po prezenty. Oczywiście nie przyjechali. Odwołali o godzinie 17 jak już wszystko czekało na stole. 
W tym roku i tak przemyślałam mocno zakupy, na tyle, że chyba nic nie musieliśmy wyrzucić, ale pierogi i uszka jedliśmy przez tydzień. No ale w końcu powiedziałam do męża, żeby zadzwonił kilka dni przed Świętami do siostry i zapytał wprost czy przyjadą czy nie. Tak też zrobił. A Agnieszka była bardzo zdziwiona pytaniem i mówi: "to podobno jesteś chory". Mąż faktycznie miał wówczas grypę. No i się wszystko ładnie rozwiązało. Mogłam normalnie zaplanować ostatnie zakupy i menu. 

Uwielbiam Święta i te świąteczne przygotowania, gotowanie świątecznych potraw, przystrajanie mieszkania. Absolutnie nie narzekam. Ja chyba po prostu nie lubię niespodzianek. Poza tym relacje z rodziną męża mamy jakie mamy i dla mnie to chyba jednak za dużo udawać rodzinę do zdjęcia. Pewnie stąd u mnie taki stres. Jednak najtrudniejsze z tego wszystkiego jest chyba patrzeć na zawód Faustyny, która czeka na prababcię. To chyba boli najbardziej. 








Wigilia



Święta




Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

piątek, 14 sierpnia 2020

Fotorelacja - 34 urodziny męża

W tym tygodniu mąż obchodził 34 urodziny.

Świętowaliśmy kameralnie. Upiekłam tort owocowy. 

Wrzucam kilka fotek:


Tort


 

 

I manewrowanie tortem, żeby wydostać się z kuchni 😅

Brakuje tylko dla uatrakcyjnienia opowiadania, trzeciego zdjęcia na którym np. potykam się, a tort leeeci śmietaną w dół 🤣




  


środa, 15 kwietnia 2020

Fotorelacja z ostatnich tygodni

Hej,
Wybaczcie że nie piszę, ale nie mam kiedy usiąść  do kompa. Dlatego wrzucę kilka fotek z telefonu.


Urodziny Faustynki 




Dzień autyzmu



Moje urodziny 






Malowanie jajek



Orzechowiec z ananasem i suszonymi śliwkami 



Święta  Wielkanocne 





Wyhodowaliśmy fasolkę 





Ciasto szpinakowe z kremem cytrynowym 


niedziela, 15 marca 2020

Co u Was?

Dzielę ten wpis na kawałki. Już trzecie podejście dzisiaj.
............................................................................

Hej! Jak tam Wasze samopoczucie? Mam nadzieję, że wszyscy zdrowi.
Koronawirus niestety dotarł do Polski. Rząd apeluje o pozostawanie w domach. Jak spędzacie ten czas? U nas w czwartek wszyscy się rzucili na sklepy jak nigdy. A przecież chodzi o to żeby unikać dużych skupisk. Niestety wiele osób wpadło w panikę. My na szczęście większe zakupy zrobiliśmy w sobotę w ubiegłym tygodniu i w poniedziałek i przyznam się szczerze, że nie wychodzimy nigdzie w ostatnich dniach, bo mamy taką możliwość. 
Tak, wiem, zaraz ktoś powie że dałam się zmanipulować mediom. Nie, nie o to chodzi. Nie zamierzam narażać innych zakładając, że mi nic nie grozi bo nie jestem w grupie ryzyka, tak jak to niektórzy studenci. Wyobraźcie sobie, że robią w akademikach "koronawirus-party". Na szczęście mają opuszczać akademiki i wracać do swoich domów. 
Jednak nie mogę też stwierdzić, że ja się nie boję, bo oczywiście, że się boję i to nie kwestia tego czy przeżyję zachorowanie czy też nie, ale już samo to, że jeśli będę musiała trafić do szpitala z powikłaniami i nie daj Boże mój mąż też, to co z dziećmi? Ośrodek opiekuńczo-wychowawczy?  Pogotowie opiekuńcze? A  niestety już raz, jeszcze jako nastolatka z powikłaniami po grypie znalazłam się w szpitalu.
Jest jeszcze inna kwestia o której wielu nie myśli. Jeśli w jednym czasie wzrost zachorowań zwiększy się do 200 osób wymagających hospitalizacji przypadających na jeden szpital, to jak służba zdrowia sobie poradzi? Spójrzcie co się dzieje we Włoszech. Lekarze, pielęgniarki padają na pysk. Brakuje sprzętu. Muszą wybierać kogo mają ratować a kogo nie. To jest straszne co się dzieje i może ktoś kogo to nie dotyczy, nie myśli o tym, ale ja myślę i strasznie mi przykro i wyć mi się chce.  Mam nadzieję, że Polacy okażą się bardziej odpowiedzialni niż Włosi i pozwolą na rozciągnięcie zachorowań w czasie poprzez stosowanie się do komunikatów i procedur. 

Bezmyślność niektórych osób mnie przeraża. W tamten weekend  przejechaliśmy się komunikacją miejską do sklepu i wiecie co zobaczyłam w autobusie? Pani w średnim wieku nasmarkała w chusteczkę, a przy wysiadaniu tą właśnie zużytą  chusteczką wcisnęła przycisk do otwierania drzwi. Pewnie po to aby nie dotykać po kimś gołym palcem... no ale sorry... 

A dwa tygodnie temu robiłam badania i w punkcie pobrań krwi komuś nakapała krew na podłogę w poczekalni. Gdy to zobaczyłam zwróciłam uwagę innych osób, poprosiłam aby uważały, bo krew i poszłam to zgłosić pielęgniarce. Gdy wróciłam, młoda kobieta do której to m.in. mówiłam, już po tej krwi spacerowała w tę i z powrotem roznosząc po całej poczekalni. Nie trzeba nam koronawirusa...  

Kiedyś byłam świadkiem jak starsza pani w jednym ze  sklepów maca wszystkie bułki gołą ręką. W sumie to jest całkiem częsty widok.



Jak spędzacie czas zalecanej kwarantanny? Czytałam artykuł, że ludzie mają problem, żeby wytrzymać ze sobą kilka dni na 60m^2. Nie wiem czy to prawda, u nas ok mimo mniejszej powierzchni, lubimy spędzać czas ze sobą.


Wrzucam kilka fotek:

Gra w Chińczyka. Jakże adekwatna w obecnym czasie.  Uwielbiamy tą grę, gramy w nią bardzo często. Z mężem grałam już w czasie narzeczeństwa. Ogólnie lubimy planszówki i razem z dziećmi gramy codziennie. Mamy też Grzybobranie, Wyścig, Warcaby, Kalambury i inne gry edukacyjne. Faustynka uwielbia "Kim jestem?" w której na głowę zakłada się wylosowaną kartę i zgaduje kim się jest zadając innym graczom pomocnicze pytania. Maciuś woli Warcaby lub bierki.


W karty też gramy. Co prawda nie w pokera, ale w Kibelek owszem :D


Kolorowanki to szczególne upodobanie naszej Faustynki. Teraz faza na Laleczki L.O.L., więc dziewczyna tworzy cały album dla nich przeznaczony. Maciuś upodobał sobie Strażaka Sama.


Puzzle. Chyba już pisałam kiedyś, że nasza Księżniczka uwielbia układanki i bardzo dba aby żadna część się nie zgubiła.


Ja także jestem ogromną fanką takiego spędzania czasu. Od dzieciństwa to lubiłam i widocznie zaraziłam swoją pasją córkę.


Plusem koronawirusa jest więcej czasu na realizowanie innych swoich pasji.




I zarażanie nimi innych.



Rośnie nam mała kuchareczka. Z moją pomocą upiekła Murzynka :)



Ja też mam więcej czasu na pichcenie:











Nawet pokusiłam się o próbę wypieku pieczywa i nie chwaląc się, całkiem nieźle mi to wychodzi:  




Drożdżóweczki - może nie wyglądają najpiękniej, ale jak smakują... mniam. 





A wieczorami, gdy dzieci kładą się spać, nadrabiamy filmowe zaległości.
I tak w ciągu ostatnich dni obejrzeliśmy kilka całkiem fajnych filmów:

Znalezione obrazy dla zapytania: syndrom DDr film
 "Syndrom DDR"


Znalezione obrazy dla zapytania: Żona na niby
"Żona na niby"


Znalezione obrazy dla zapytania: ostra noc
"Ostra noc" - obejrzyjcie koniecznie. Myślałam, że posikam się ze śmiechu. Takie "Kac Vegas" w damskiej wersji.


Znalezione obrazy dla zapytania: oceans 8
 "Ocean's 8"




A z dzieciakami oglądaliśmy  "Toy Story 4"




Jest jeszcze jedna dobra strona obecnej sytuacji. Teściowie nas nie nawiedzą w najbliższe święta.
Robią kilkugodzinną  kwarantannę zakupom, które muszą przeleżeć swoje w samochodzie. Teść całe dnie musi spędzać na dworze lub w kotłowni, bo żonka go nie wpuszcza do domu. Sama siedzi zamknięta w sypialni z mokrą szmatą pod drzwiami i kominiarką na głowie  zrobioną z majtek typu reformy. Dziurę ma tylko na oczy, ale tu oczywiście też zabezpieczenie w postaci okularów stolarskich. Przysłała mojemu mężowi zdjęcie. Ma okazję do robienia z siebie ofiary.

-----------------------------------------------------------
Dopisane 16.03:

Puszczam dalej, bo uważam, że to ważne, każdy powinien to przeczytać i zastanowić się nad własnym postępowaniem. 

Apel chorej kobiety:
"Jestem chora, chociaż mam tylko 32 lata. Jestem miasteniczką. Pewnie nie znasz tej choroby, bo jest bardzo rzadka. Nie będę teraz objaśniała na czym ona polega, ale powiem Ci w największym skrócie, że jest to choroba z zakresu autoimmunologicznych. Oznacza to, że mój układ immunologiczny nie działa tak jak powinien. W przypadku mojego schorzenia, nawet zwykła infekcja może doprowadzić do niewydolności oddechowej. TAK, zwykłe przeziębienie może skończyć się dla mnie RESPIRATOREM. Ponadto, aby móc normalnie funkcjonować, biorę leki immunosupresyjne, których skutkiem ubocznym jest osłabienie odporności. Odnosząc to do obecnej sytuacji wygląda to tak, że mam bardzo duże prawdopodobieństwo zarażenia się koronawirusem i bardzo małe szanse, na to, że mój organizm sobie z nim poradzi.
Mam dwie córki: 3 i 5 lat i cudownego męża. Tworzymy szczęśliwą rodzinę, mamy dużo planów i marzeń. Dziś także od Ciebie zależy, to czy dalej tak będzie! To od każdego z nas, czyli też od CIEBIE zależy jak bardzo wirus się rozprzestrzeni. Nie mów, że to jest to samo, co grypa i że kto ma umrzeć, to i tak umrze. TO NIE JEST PRAWDA. Jeśli będziesz odpowiedzialny, ofiar śmiertelnych może być mniej. Dlatego ja chora, w imieniu wszystkich innych chorych i starszych proszę Cię, a nawet BŁAGAM zostań w domu! Idź tylko tam gdzie naprawdę musisz. Jeśli tylko masz taką możliwość dogadaj się z szefem, abyś mógł pracować w domu. Zrób wszystko co możesz, aby spotykać się z jak najmniejszą liczbą osób!
Takich osób jak ja jest ogrom! Są to pacjenci onkologiczni, z innymi chorobami autoimmunologicznymi, osoby po przeszczepach, które również biorą leki immunosupresyjne, osoby na sterydach i wielu innych. Często jesteśmy ludźmi młodymi. I wreszcie starsi, którzy również mają prawo żyć. I to jest właśnie mój apel: POMÓŻ NAM PRZEŻYĆ! Jeśli sądzisz, że jesteś młody i Tobie lotto, bo uważasz, że i tak przeżyjesz, to po pierwsze powiem Ci, że jeśli zachorowalność będzie zbyt wysoka, a miejsc w szpitalu będzie zbyt mało, to się możesz ostro zdziwić. Po drugie, nigdy nie wiesz co tak naprawdę kryje Twój organizm, być może jesteś chory na coś o czym nie masz zielonego pojęcia i wtedy Twoja walka z tym świństwem również nie będzie równa. I wreszcie po trzecie: czy w imię wyjścia do galerii, kosmetyczki, spotkanie towarzyskie będziesz miał potem odwagę moim OSIEROCONYM CÓRKOM spojrzeć w oczy?"
/onet.pl/