Nie pisałabym tego tekstu gdyby taka sytuacja miała miejsce 2-3 razy, ale zdarza się niestety nagminnie, a ostatnio nawet codziennie.
Jadę komunikacją miejską z dwójką dzieci - stoimy. Jedną ręką trzymam jedno dziecko, drugą drugie i brak mi już trzeciej ręki. Staram się jakimś cudem utrzymać równowagę siłą napiętych wszystkich swoich mięśni. Pocę się przy tym jak diabli i modlę abyśmy się nie przewrócili, a jeśli nawet to aby dzieciom nie stała się przez to krzywda. Wierzcie mi, że nie chodzi tu o to, że jestem jakąś lalunią z porcelany i chcę posadzić dupsko. Nie! Chodzi o dzieci. Gdyby choć Młoda mogła usiąść mogłabym się czegoś złapać i trzymać Maciusia żeby on się nie przewrócił. Sorry, ale nie trzeba być specjalistą, żeby się zorientować, że mój syn jest dzieckiem wymagającym. Wystarczy zerknąć i posłuchać, bo nie zachowuje się jak normalne zdrowe dziecko. A najbardziej mnie jedna sytuacja rozwaliła - gramolę się z dziećmi w stronę jedynego wolnego miejsca, a pewien młodzieniec, rozpychając się potwornie, wyprzedził mnie i w podskokach udał się na owe siedzonko. Thanks... Niestety ta sytuacja przytrafia się nam bardzo często.
W przed Dzień Nauczyciela, kiedy to jechałam z dziećmi obładowana (+ 2 plecaki, + moja torba), bo jeszcze z upominkiem dla Pani terapeutki w torbie prezentowej, nikomu do głowy nie przyszło, żeby nam ustąpić. Dopiero gdy jedno miejsce się zwolniło usiadł na nim syn, a gdy zwolniło się kolejne miejsce (niestety po przekątnej), chciałam posadzić na nim córkę w odległości 2 metry od syna i stałam tak pomiędzy z rozpostartymi rękami, żeby żadne nie poleciało na twarz. Syn dostał szału i zeskoczył ze swojego miejsca, bo on nie będzie tak daleko siedział. Autobus oczywiście wypchany jak zawsze w godzinach porannych. Łzy cisną mi się do oczu. A Panowie około trzydziestki siedzą sobie elegancko swoimi szanownymi kuprami, a było ich sześciu w bliskiej odległości od nas. W końcu nie wytrzymałam i poprosiłam delikatnie jednego z Panów, żeby się zamienił z moim synem na miejsca. Ustąpił. Podziękowałam.
Wczoraj miałam ogromną ochotę zrobić zdjęcie i to takie z flashem, niestety wszystkie ręce miałam zajęte. A obraz był mniej więcej taki: Tył autobusu - 9 młodych osób w przedziale wiekowym od 17 do 25 lat, siedzą z nosem w swoim smartphonie każdy z nich. No ok. Pewnie nie widzą, ale cisza jest jak makiem zasiał i słychać, że dzieci wsiadły do autobusu i widać jak się w tym autobusie poniewieramy.
Coraz częściej się zastanawiam - jak to jest? Ja ustępowałam zawsze miejsca osobom starszym, matkom z dziećmi czy osobom niepełnosprawnym. Przecież to jest normalne, przecież tak się robi! Dzisiaj młodzież tego nie wie? W lesie się wychowują czy o co come on? Z roku na rok jest coraz gorzej. Większość swojego życia przejeździłam autobusami i to jest jakaś masakra. Wsiada do autobusu stara babcia i kto jej ustępuje? Ja z dwójką dzieci, jeśli udało mi się w ogóle zająć jakieś miejsce. W zaawansowanej ciąży byłam i nikt mi nie ustąpił, a jeździłam prawie codziennie, bo studiowałam.
Ludzie! Pomagajmy sobie na wzajem!!!